Nie działał mylog, długo, a więc ja... >> środa, 4 lutego 2009 01:30:27
...pisałam w pamiętniku na pewnej stronie. Ktoś skomentował, wielu chciało pomóc... Ale ja nie potrzebuję współczucia, zrozumcie. Ja muszę się tylko wyżyć, słowa to dla mnie największa ulga.

No i co tam popisałam?





Nie działa mi blog.
KUR.WAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
W związku z tym nie mam się gdzie wyżyć. Ani na kim. Nie mam chyba nawet weny, żeby się wyżywać. Oszaleję, przysięgam.
Miałam dziś chwile, kiedy chciałam umrzeć. Jak Boga kocham. A kocham, bardzo kocham.
...Zaczęło się standardowo od tego, że miałam bezsenną noc, usnęłam koło 7 rano. Ale nie było jak zwykle, pobudka o 10 i dzień jak co dzień - nie.
Usnęłam z nudów, w okolicach godziny 7 z nadzieją, że prześpię tą "noc" spokojnie i obudzę się jak zwykle. Ale nie ;]
Mniej więcej o 7:30 obudził mnie ból brzucha (tradycyjnie). Chciałam, naprawdę chciałam obudzić Rodziców i jechać do tego pier.dolonego szpitala. Żebyście nie narzekali, że nie pojechałam.
Ale nie dałam rady wstać, krzyczeć również. Więc zostało mi sobie leżeć. I tak "sobie leżałam" do godziny 10 - usnęłam z wycieńczenia.
W sumie myślałam przez te 2,5 godziny, że umrę. Strasznie tego chciałam. Zawsze, kiedy brzuch mnie boli - chcę umrzeć. Kiedyś nawet powiedziałam to lekarzowi w szpitalu - chyba nie wiedział co odpowiedzieć, ale minę miał raczej wystraszoną...
Ostatecznie spałam od 10 do 15, a na 16 byłam umówiona. Wstałam, wzięłam prysznic... Byłam roztrzęsiona i miałam wrażenie, że zaraz stanie się coś złego. W dodatku gonił mnie czas i milion spraw. Dostałam smsa, że jednak o 17. Ulżyło mi i nieco zwolniłam tempo, jednak wiedziałam, że coś dzisiejszego dnia wisi w powietrzu...
Boję się siebie... Boję się teraz, że kiedyś zrobię sobie krzywdę z bólu, bo nie będę mogła wytrzymać, będę potrzebowała ulgi, a nic innego mi jej nie da. Boję się, że nie umiem nad sobą panować aż tak, jak bym tego chciała. I w końcu boję się, że pewnego dnia po prostu zniknę i nikt mnie nie znajdzie. Boję się nawet tego, jak to brzmi, boję się o tym myśleć...
Po drodze coś pomogłam Tacie przy obiedzie, zebrałam się i wyszłam z domu. Wtedy płakałam, do teraz nie wiem dlaczego. Pewnie dzięki temu coś ulżyło, jakaś udręka odpadła, ale nie odczułam tego. Mój stan się nie zmienił, poza rozmazanym makijażem i zapłakanymi oczyma.
20 minut później byłam już w harcówce 158 - Sękowa napisała, że na chwilę tam jest, a było mi całkiem po drodze. Nieco mnie skrzywiło, kiedy zobaczyłam harcerską bandę Ignisowo - Twierdzową malującą jedną z moich harcówek na biało... Ale podobno będzie zielono żółto czerwona - ciekawe... Naturalnie otwierając drzwi musiałam się złapać za pomalowaną część i wyszłam stamtąd z białą dłonią... Życie. Wcale nie spieszyło mi się do pogawędek z nimi, więc krzyknęłam tylko "cześć Ryba, Skwar, Sebek i reszta, miło Was widzieć, ciao..."
Szybko stamtąd wyszłyśmy (na szczęście) i poszłyśmy już do Kaśki do domu. Jak się okazało nasza kochana Taishi miała się spóźnić, a Kamila nie dawała znaku życia... Co oznaczało, że jesteśmy z niczym, więc przez godzinę były szczepowe ploty, objadanie się ciastem i takie tam... W końcu dojechała Kasia2 (Taishi), ale Kamila nadal się nie odezwała - pomijam fakt, że ma w domu książkę pracy gromady, w której jest wiele rzeczy potrzebnych do... Aaa, nieważne.
Plan pracy na zimowisko dla zuchenek (przecinany anegdotami szczepowymi, opowieściami z pasterki i pieszego powrotu z niej) skończyłyśmy pisać po 4 godzinach (albo "skończyłyśmy"). Wiele niedociągnięć, jak i naciągnięć... To nie będzie to samo, co rok temu, ale zuchy muszą się zadowolić, tyle.
Dostałam też od Sękowej moją plakietkę ze Zlotu Zuchmistrzowskiego w Inowrocławiu, na który NIE POJECHAŁAM rzecz jasna, z przyczyn zdrowotnych.
Koło 22 byłam w domu. Przywitałam się z Domownikami i nałożyłam sobie obiad, w który wcześniej miałam swój jakże wielki wkład w postaci pokrojenia cebuli.
I juuż myślałam, że jednak nic się dziś więcej nie wydarzy - ale jednak. Do kuchni wszedł Tata, chwilę pożartowaliśmy, a w końcu wyskoczył na mnie z czymś, jak gdybym była najbardziej winnym człowiekiem na świecie. Ja wiem, że jest Mu ciężko, w ogóle, że jest nam ciężko, ale dlaczego to ma być do cholery moja wina? Przecież ja nic złego nie zrobiłam.
Tata po prostu musiał się wyżyć, pokrzyczał na mnie, poszedł do pokoju, ale szybko wrócił. Przeprosił mnie i od tamtego czasu zachowuje się, jakby się W SUMIE nic nie stało. W SUMIE powinnam się cieszyć, tylko On chyba nie wie, że ja to będę przeżywała przez następny tydzień, co najmniej.
Ale jeśli w jakikolwiek sposób Mu to pomogło to cieszę się - zajebiście się cieszę. Myślicie, że to koniec na dziś? Otóż niee...

Niektórzy, bardzo nieliczni wiedzą, że moja Babcia leży w szpitalu, już od dawna. Od zbyt dawna. Jeszcze wczoraj? A nawet dziś? Byłam PRZEKONANA, że Babcia wyjdzie zdrowa z tego szpitala w niedługim czasie. Ale od kilku dni moja Mama przychodzi stamtąd smutna. Już nie widzę w Jej oczach nadziei, tego uśmiechu, choćby przez łzy. Nie widzę tej pewności, że wszystko będzie dobrze... Płaczę pisząc te słowa, bo boję się, co będzie dalej. W dodatku mam wyrzuty sumienia, bo ostatni raz byłam w szpitalu jeszcze przed Świętami... Żałosne.

Ap ropo Świąt - słyszałam, że były? I co, fajnie?
...Wybaczcie mi ironię, ale totalnie ich nie czułam. Jak dla mnie - dzień jak co dzień, poza Wigilią, bo kolacja trochę jakby większa i w innych strojach...
Tak naprawdę poczułam to Boże Narodzenie w pewnej chwili - pasterka. Pasterka z Ruczajem, to było coś... Klimat u Idziego, z Wami... Wasze głosy, kolędowanie, Wasze życzenia, Wasze słowa... Harcerze są chyba jedynymi ludźmi, którzy potrafią naprawdę ŻYCZYĆ. Nie "zdrowia szczęścia pomyślności...", nie rymowanki, nie.
Harcerze potrafią życzyć mi tego, czego ja potrzebuję, a nie zdaję sobie z tego sprawy. Umieją wyczytać z moich słów, z moich gestów, z moich oczu, a nawet z moich myśli to, czego chcę, czego pragnę, co jest mi potrzebne... Za Wasze ciepło - dziękuję.
Oczywiście w Wigilię zrobiłam też najgłupszą rzecz, jaką mogłam - nie podzieliłam się opłatkiem z najważniejszą Osobą w moim życiu. Nie, nie zapomniałam, nie nie chciałam, tylko... Po prostu tego nie zrobiłam. Nienawidzę siebie.

Nie korzystam z pamiętnika, nie patrzcie na mnie dziwnie po tym wpisie. Napisałabym to na blogu, ale nie mam do niego dostępu. Nikomu nie każę tego czytać, nikomu komentować. Nie chcę Waszej litości.

Dzięki za wszystko Wszystkim hearts

Notkę dedykuję wszystkim ludziom, którzy mówią, że wieczna optymistka nie ma problemów i nie ma po co się o nią martwić, bo jest jedyną osobą, która da sobie radę sama.



PART 2. Nie chcę, żebyście to czytali. Nie chcę, żeby było Wam przykro. Jeśli mnie znasz i to czytasz, to prawdopodobnie źle. I prawdopodobnie nie powinno Cię tu być. Ale NIE DZIAŁA MÓJ BLOG, nie mam się gdzie wyżalić do samej siebie. Brakuje mi notek z bloga, a nie mogę ich nawet zobaczyć... Nienawidzę mylog.pl...

30.12.2008r; 7:45
Wczoraj pisałam, że coś wisi w powietrzu. Czułam to wyraźnie, jak gdyby było obok. Wiedziałam, że coś kręci się wokół moich Bliskich, jak i mnie, nie dawało mi to spokoju...

Czułam ogromne wyrzuty sumienia, że dawno nie odwiedzałam Babci w szpitali. Ale wiedziałam też, że samo BYCIE nie wystarczy, a o rozmowie z Babcią raczej nie było co myśleć. No i tak siedziałam w domu, od dwóch dni zbieraliśmy się z Kubą, żeby pojechać. Nic z tego rzecz jasna nie wyszło.

Wczoraj, kiedy szłam do Sękowej, zastanawiałam się... Wiem, nie powinnam, ale tak było, więc się przyznaję. Zastanawiałam się, co by było, gdybym poszła do Kaśki, a do Babci mi się nie udało zebrać przez tak długi czas... I gdyby Babcia odeszła? Co bym zrobiła? Gryzłyby mnie wyrzuty?

Kolejną bezsenną noc znów spędziłam przed komputerem. Ale tym razem nie do 6, tylko 3:30 około. Położyłam się do łóżka, myślałam o Babci, a później o tym, czy próbować zasnąć, czy lepiej wstać, zrobić kawę i próbować przestawić się ponownie na dzienny tryb życia. W międzyczasie około godziny 4 podniósł się Tata, wyszedł na moment, ale niedługo wrócił. Te denne i długie przemyślenia przerwał mi dźwięk telefonu Mamy dobiegający z kuchni. Zerwałam się na równe nogi, ale nie zdążyłam odebrać. Dzwoniła Ciocia Basia.
-Mamuś, Mamuś, Ciocia Basia właśnie dzwoniła.
-O tej porze? Po co?
-No nie wiem, nie zdążyłam odebrać. Trzymaj, oddzwoń.

Podałam Mamie telefon. Powiedziałam "nie wiem". Ale wiedziałam... Mama wyszła do kuchni, ja wróciłam do łóżka. No po co ktoś miałby dzwonić o godzinie 5:20?

"No... Już widziałam wczoraj po Niej. Powiedz mi, co ja mam teraz zrobić?"

To słowa dochodzące do pokoju przez uchylone drzwi. Bardzo ciche, ale równie wyraźne i czytelne. Wszystko stało się proste...
Mama wróciła, odłożyła telefon, chwila perfekcyjnej ciszy...
"Babcia umarła, Sabink..." - urwała. Płacz zdusił głos. Łzy spłynęły po Jej policzkach, ale tego już nie widziałam. W pokoju panował mrok, w pół zasłonięte rolety nie pomagały w rozjaśnieniu tych ciemności. Niebo również było całkiem czarne...
Mama nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić - wróciła do łóżka.

Zaczęłam się zastanawiać, jak wiele złego, jak wiele przykrości przyniesie jeszcze ten rok, skoro w swój przedostatni dzień zabieram nam tak bliską Osobę. To kolejna rzecz, której się boję. Strach zaczyna być coraz częstszym elementem mojego życia, więcej - zaczyna brać nad nim górę. Życie przestaje być proste. Z wiekiem coraz mniej rozumiem.

8:15
Nie zdążyłam tej nocy usnąć, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Myślami wciąż błądzę gdzieś między Babcią, Mamą, a Dziadkiem. Co dalej?

5:50 podniósł się Tata. "Kazek, Mama nie żyje..." - Mama mówi zapłakanym, zduszonym głosem. "No wiem, słyszę". Powiedział, że nie śpi od 4. Mama wyszła na papierosa, a Tata nawiązał jednak ze mną rozmowę. Powiedział "Chyba o 4 Babcia umarła, bo obudziły mnie jakieś niesamowite dreszcze, dygotało mną. Coś mną zatrzęsło i nie mogłem później usnąć". Mówił też, że wczoraj Brat Mamy powiedział "Mama nie dożyje Nowego Roku...", czy coś takiego. Że kiedy otwiera oczy, to patrzy takim... Nieostrym wzrokiem. Jakby patrzyła, a nie widziała. Albo jakby chciała widzieć, lecz nie mogła. Że od razu zamyka oczy...

Wszystko już wiemy. Niejasne stało się klarowne. Żałuję, że Babcia nie przywita z nami Nowego Roku, że Święta spędziła w szpitalu... Gdybyśmy mogli wiedzieć, że tak się to skończy, że teraz... - wzięlibyśmy Ją na Święta do domu. Tymczasem nie zrobiliśmy tego ze strachu, że nie przyjmą Jej z powrotem do szpitala. Wtedy nie dalibyśmy sobie rady z opieką... Nigdzie nie znaleźlibyśmy takiej, jaką miała w szpitalu...

Nie wszystko da się przewidzieć...

Pozostaje mi teraz mieć nadzieję, że Babcia odeszła we śnie, że nie cierpiała i że wszystko nam przebaczyła. Teraz pewnie już patrzysz na nas z nieba. Jak Cię znam, tow tej chwili mnie opierniczasz, że płaczę. Tak, wiem - mamy się wszyscy opiekować Dziadkiem i Mamą. No tak, Figą też.
Wprawdzie obiecałaś mi gołąbki i ciastko na Święta, ale na tą chwilę jestem skłonna Ci to wybaczyć i sama sobie coś upichcić. Ale, cholera - Twojej kuchni nic, nikt, NIGDY nie dorówna...

[mały przerywnik...]

9:00
Zeszłam na chwilę na dół, wypuściłam psa na dwór i powiedziałam o wszystkim Dziadkom. Babcia mnie mocno przytuliła, podbudowała mnie. Od razu jakoś lżej...

Napisała do mnie sms Kuzynka - Brata mojej Mamy Córka. No czyli najbliższa Rodzina. "smutek..." - to tyle. Najbardziej bijące od nas wszystkich teraz uczucie. Wujek podobno tak, jak moja Mama - tłumi to w sobie. Tyle, że Mama nic nie mówi. W zasadzie ciągle patrzy w jedno miejsce. Wujek podobno nie okazuje nic, albo wyładowuje emocje na córkach. A niech krzyczą, dziś wybaczamy...

Teraz Mama poszła pod prysznic. Tak, jakby żal dało się spłukać odrobiną ciepłej wody.


Przeżycia z dwóch dni zapisane na kilku kartkach marnego papieru, ale jednak oddane szczerze, najprostszymi słowami, w żaden sposób pięknie - aby nie straciły prawdziwości, aby wciąż były szczere.

9:20
Oczy mnie bolą od płaczu, dawno nic nie jadłam - trzeba to nadrobić. W końcu życie toczy się dalej...
komentarze [0]

Dziś są Twoje Urodziny... >> czwartek, 27 listopada 2008 13:19:56
...mimo złej pamięci - wiem :)

Babciu moja kochana, w związku z tym, że osiemdziesiątą rocznicę Urodzin obchodzisz w szpitalu - życzę Ci przede wszystkim zdrowia... Zdrowia, zdrowia, no i jeszcze zdrowia. Uśmiechu na buźce - jak zawsze. Siły, siły i wiary w siebie! Wyjdź już z tego szpitala zdrowa i pogodna, bo przecież nie chce Ci się tam już leżeć. Wracamy, wracamy :) 200 lat!
komentarze [0]

Refleksyjnie? >> sobota, 1 listopada 2008 23:55:48
1.11 - Dzień Wszystkich Świętych, więc naturalnie wzięło mnie na rozmyślenia. Od śmierci, przez Ciebie Konrad, aż do podsumowania roku. Wnioskuję po dzisiejszym dniu, że myśli o śmierci już mnie nudzą, mimo, że ciągle pojawiają się nowe pytania, nowe wizje, nowe wrażenia i doświadczenia. Po prostu ostatnimi czasy zbyt dużo o tym myślę. Nie wiem, czy potrzebnie, ale na pewno wiele mi to daje. Zastanawiam się też wtedy nad moim życiem, nad tym, co bym w nim zmieniła, co dodała, ile ulepszyła... Nie tyle w życiu ile w sobie. Praca nad sobą to ogromna satysfakcja.
Jeśli chodzi o Ciebie, to już sama nie wiem, co do Ciebie mówić. Chciałabym, żebyś rozumiał co myślę bez moich słów. Pewnie tak jest, ale wiesz - ja dla pewności wolę wszystko powiedzieć, żeby niedomówień nie było. Przecież wiesz, że tak lubię, po co Ci to mówię. Chciałabym strasznie dzisiaj być blisko Ciebie, no wiesz, TAM... Przepraszam, że nie mogę, pojawię się tam, jak tylko będę miała możliwość. Dziś chciałabym Cię o coś prosić. Ja wiem, że pewnie nie powinnam... Ale błagam, pilnuj mnie. Patrz na mnie. Pomagaj mi, gdy wiesz, że sama sobie nie poradzę. Wierzysz we mnie, ja wiem, powtarzałeś mi, że jestem silna, sprytna i że dam sobie radę. Ale jednak - proszę - zrób to dla mnie. Wspieraj mnie - zwłaszcza teraz - bardzo tego potrzebuję... Przecież to też doskonale wiesz, i po co ja Ci o tym mówię?
Jeśli chodzi o podsumowanie roku, to wiem, że za wcześnie. Zawsze myślałam o takich sprawach w przeddzień Wigilii, lub kilka dni przed nią. Ale tym razem Święto Zmarłych uderzyło we mnie mocniej, niż zawsze. I od myśli do myśli, skończyło się na podsumowaniu 2008. Co mogę o nim powiedzieć? Tak naprawdę poza wakacjami i tym, że dostałam się do szkoły - był beznadziejny. Mówię o sobie, bo myśląc o Bliskich - zdali maturę, studiują, pracują, Kasia obroniła pracę magisterską, mieszka we własnym domu, itd, itd... Ale jednak Konrad, jednak tyle wypadków, Wujek, Babcia, Kuba, rozwody, problemy w domu, w pracach, w życiu, wiele się plątało... Kiepsko. A Tacie się podobał... Podyskutujemy o tym pod koniec grudnia.

A teraz:
- Wielkie pozdrowienia dla mojej Babci, aby już wyzdrowiała i wszystko było w porządku.

- Jedna miłość dla Ciebie, pamiętam, tęsknię, wierzę i oczekuję. Dziś jest Twoje Święto - ten dzień dedykuję Tobie, Twojej Rodzinie i Joli. Do zobaczenia Kochany! :)

Dla Ciebie i do Ciebie:

"Ci, których kochamy - nie umierają, bo miłość to nieśmiertelność."


"Tutaj to ja a obok to Ty,
czy pamiętasz ten czas,
czy pamiętasz te dni?
Wierzyliśmy w coś, co nie kończy się,
pomimo łez wciąż można biec.
Nasza krew wciąż w żyłach gna,
bo słońca blask, bo Ty i ja.
Tutaj to ja a obok to Ty,
czy pamiętasz ten czas?
Nadal można biec pod wiatr,
pomimo łez, pomimo zła...
Uwierzyć w coś, co nie kończy się
jak smutny film..."

Jak smutny film kończy się Życie - nie kończy się przyjaźń... [*]


Na kiepskich zdjęciach - okruchy dawnych dni,
Czyjaś twarz - zapomniana twarz...
W pamięci zakamarkach, wciąż rozbrzmiewa śmiech,
Czyjaś twarz - zapamiętana...

Mijają dni, ludzie natury rytm...
Wciąż nowych masz przyjaciół, starych przykrył kurz!
Dziewczyny ciągle piękne, lecz w pamięci tkwi...
ten pierwszy dzień - najgorętszy z dni...

Zapal świeczkę,
za Tych, Których zabrał los - zapal światło w oknie...
Zapal świeczkę,
za Tych Których zabrał los..!
-...Światło w oknie

Ludzi dobrych i złych wciąż przynosi wiatr!
Ludzi dobrych i złych wciąż zabiera mgła...
Lecz tylko Ty masz tą niezwykłą moc -
- by zatrzymać Ich -
- by dać wieczność Im...

Pomyśl choć przez chwilę - podaruj uśmiech swój...
Tym, Których napotkałeś - na jawie i wśród snów...
A może Ktoś skazany na samotność
ogrzeje się Twym ciepłem - zapomni o kłopotach...

Zapal świeczkę,
za Tych, Których zabrał los..!
Zapal światło w oknie...

Zapal świeczkę,
za Tych, Których zabrał los!
...Światło w oknie...

13.10.2008r. - pamiętam, nigdy nie zapomnę...
1.11 [*]

komentarze [0]

niech mnie... >> niedziela, 26 października 2008 21:10:40
...cholera... Cholera, cholera, CHOLERA!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nienawidzę siebie. Nienawidzę. Jak ja mogłam w to uwierzyć? Jak mogłam!?!?!?!?!?! Mimo, że z tym walczyłam, nie chciałam w to uwierzyć - jednak to zrobiłam!!!!!!!
Nieważne, że tak usłyszałam. Przecież Cię znam jak mogłam do ciężkiej cholery!? Przecież to jasne było, to jest takie oczywiste..!
Jola, Twoja Jola powiedziała mi całą prawdę. Kochany, ja wiem, że się nie znałyśmy, może kiedyś się poznamy... Pewnie byś tego chciał. Ty nas już sobie nie przedstawisz... Niestety...
Przepraszam, za to, co do Ciebie mówiłam. Za to, co pisałam... Np. za poprzednią notkę. Teraz już wiem, że to nie Twoja wina, że nie chciałeś tego, że nie postanowiłeś, że to nie był żaden walkower... To było jedno wielkie oszustwo, nieuczciwe zasady... A Ty nic nie mogłeś zrobić. A tak bardzo chciałeś do mnie przyjechać... Mówiłeś o Krakowie, o Bieszczadach... A mi jest tak bardzo źle, tak strasznie... I jestem taka bezsilna, tak bardzo nic nie mogę... Przepraszam, okropnie Cię przepraszam... Brak mi słów na to, co zrobiłam... Ja, a przecież wiem, że nie mógłbyś...
komentarze [0]

Znów mi się przypomninasz. Cholera. >> niedziela, 19 października 2008 00:09:30
"Życie to wielka gra którą nie zawsze się wygrywa" - słowa mojej Przyjaciółki. Ma rację. Kochany - dlaczego Ty postanowiłeś przegrać tą grę walkowerem? Wiesz, że Ci tego nie wybaczę, prawda? Jasne, że wiesz. Ty pierdolony optymisto, to Ty mówiłeś mi, że życie jest takie piękne, że nie ma w nim czasu na doły, że trzeba się nim cieszyć i że ceni się Życie miłością i wartościami. I co mi teraz powiesz? Że stchórzyłeś, że nie chciało Ci się walczyć z przeciwnościami? TAK! Jak Cię spotkam, to tak Ci nakopię, że mnie do końca świata zapamiętasz. Cholera... Wiesz, dlaczego tak mówię? Bo wiem, że będę za Tobą tęskniła. Wiem, że nie wyobrażam sobie kolejnych wakacji bez Ciebie, że raz Cię nie było i to już było totalnie co innego... Wiesz, pisanie do Ciebie daje mi tak wielką ulgę. Szkoda tylko, że nie odpisujesz, ale ja Cię rozumiem. Mimo to, sprawia mi to dużą satysfakcję. Nie wiem w zasadzie czemu, ale czuję się lepiej po tym wszystkim, kiedy coś napiszę. Ulga dla duszy...
komentarze [0]

Zmiana tematu? >> sobota, 18 października 2008 01:39:05
...jasne, czemu nie. Jak nie o Śmierci, to o codzienności. Która jest prawie taka sama. Dlaczego? Bo oba tematy są smutne. Smutne... Chyba nie tego słowa chciałam użyć. Mówię o tym, że moja codzienność to nie jest to, co widzicie Wy wszyscy. To nie jest mój wieczny uśmiech, ciągłe żarty, to nie mój humor i moja radość z życia i w końcu to nie jest mój cudowny optymizm, którym podobno zarażam. Moja codzienność, to mój Dom. Mój Dom nie jest taki, jaka jestem ja. Swojej energii do życia nie czerpię stamtąd, nie. Zapomnijcie, to nie ta bajka. Zastanawiacie się pewnie, o czym w ogóle mówię... A ja chyba nigdy tutaj o tym nie napiszę. I nie dlatego, że się tego wstydzę, nie. Po prostu nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. Wiem jak jest, ludzie wtedy zupełnie inaczej postrzegają człowieka. "Wtedy", tzn. kiedy poznają go z każdej strony, niekoniecznie pozytywnej. Mało konkretna notka, pomieszana, zagmatwana? Czyli taka, jak moje uczucia dzisiaj... Idealnie.
komentarze [0]

Ty Jeden wiesz... >> piątek, 17 października 2008 00:15:48
...postanowiłam, że zrobię coś z tym. Że to za bardzo boli, a ja nie czuję się na siłach, żeby to znosić. Jak postanowiła, tak zrobiła. Dziś już nie myślałam tak dużo o tym, że mi smutno. O tym, jak będzie, kiedy właśnie z Tobą będę miała ochotę porozmawiać. Zastanawiałam się w większości nad tym, jak było. A przecież jest co wspominać... Bieszczady 2006 - już dwa lata, a ja mam wrażenie, że to wczoraj siedzieliśmy do rana przy ognisku, dyskutując o totalnie nadziemnych sprawach. Takich niecodziennych, pewnie trochę nieprawdziwych. Ale... Tylko naszych. Z nikim już nigdy nie poruszałam tamtych tematów. Taki własny sposób na rozmowę, tylko z Tobą. Wiesz, najmilsze jest to, że mam co wspominać i że to wszystko jest przyjemne. I mimo, że tamte wakacje się tak szybko skończyły to wiem, że znaczyły dla Ciebie tyle ile dla mnie... Nie powinnam się smucić, cholera, bo wiem, że skopałbyś mnie za to. Ale nie miałbyś racji. Nieważne, przecież nie o tym teraz... Wracając do mojego postanowienia. Znalazłam zdjęcie z Soliny, z Kuźni, pamiętasz? Siedzisz tam z piwkiem, papierosem i słodkim uśmiechem. Tam ja, Mati, Michał... Na pewno wiesz, o czym mówię. W te wakacje też tam siedziałam. Przy tym samym stoliku. Właśnie stamtąd napisałam Ci tego smsa:
"Pozdrowienia z malowniczych Bieszczad od starej ekipy:) Nie wiem,co sie stalo,ze Cie nie ma,ale mozesz tylko zalowac...Buziaki;*"

Pamiętasz, co takiego mi odpowiedziałeś? Pewnie nie, bo Twoja pamięć krucha, odkąd Cię znam. Napisałeś, że roboty dużo, że żałujesz, ale nie dało się. Ale że i tak niebawem się zobaczymy... No właśnie, i co teraz? No musimy się zobaczyć, bo przecież miałam Ci zaśpiewać, nie? To kiedy? Ciii... Nie mów. Ja - nie chcę wiedzieć, kiedy to się stanie. Ty - sam o tym zadecydowałeś...
komentarze [0]

W życiu piękne są tylko chwile? >> czwartek, 16 października 2008 00:01:51
Na kiepskich zdjęciach - okruchy dawnych dni,
Czyjaś twarz - zapomniana twarz...
W pamięci zakamarkach, wciąż rozbrzmiewa śmiech,
Czyjaś twarz - zapamiętana...

Mijają dni, ludzie natury rytm...
Wciąż nowych masz przyjaciół, starych przykrył kurz!
Dziewczyny ciągle piękne, lecz w pamięci tkwi...
ten pierwszy dzień - najgorętszy z dni...

Zapal świeczkę,
za Tych, Których zabrał los - zapal światło w oknie...
Zapal świeczkę,
za Tych Których zabrał los..!
-...Światło w oknie

Ludzi dobrych i złych wciąż przynosi wiatr!
Ludzi dobrych i złych wciąż zabiera mgła...
Lecz tylko Ty masz tą niezwykłą moc -
- by zatrzymać Ich -
- by dać wieczność Im...

Pomyśl choć przez chwilę - podaruj uśmiech swój...
Tym, Których napotkałeś - na jawie i wśród snów...
A może Ktoś skazany na samotność
ogrzeje się Twym ciepłem - zapomni o kłopotach...

Zapal świeczkę,
za Tych, Których zabrał los..!
Zapal światło w oknie...

Zapal świeczkę,
za Tych, Których zabrał los!
...Światło w oknie...


Uwielbiam te słowa... Jakiś czas temu zaczęłam się zastanawiać nad ich sensem - dziś, zrozumiałam je dogłębnie. Wiecie, że wszystko, co mamy i Wszystkich, Których mamy - doceniamy dopiero po utracie? Słowa jak z wiersza, nie? A jednak uderzają też dopiero, kiedy coś nas zacznie z nimi łączyć. Tak jak mnie. Wczoraj wypowiadałam je, przy zupełnie innej okazji, o wiele bardziej przyziemnej, jak się okazało - a jednak dla mnie ważnej. Dziś, kiedy staję przed tematem Śmierci mam tak mieszane uczucia, że totalnie nie wiem od czego zacząć. Chciałabym wylać wszystko, co czuję tak po prostu. Jednak ubrać uczucia w słowa to nie lada zadanie. Pomyślicie, że pewnie jest mi smutno, że żal... Tak, na pewno też. Ale jednak to coś więcej. W życiu nie pomyślałabym, że odejście Osoby, której tak naprawdę nie znałam - tak bardzo mnie uderzy. Nigdy nie myślałam o Śmierci, Nadziei, o Bogu, nigdy nie zastanawiałam się tak dogłębnie nad swoim życiem - jak właśnie dzisiaj. Czy musi dojść do tragedii, żebyśmy zadawali sobie pytania o swoje życie? O to, co powinniśmy w nim zmienić, ile robimy źle, jak naprawdę powinniśmy szanować Innych... Bo tak naprawdę każda nasza rozmowa z Kimś - z pozoru dla nas obcym, lub przeciwnie, z Tym, Którego znamy i kochamy - może być ostatnią. I przy każdej wymianie zdań nie mówimy ludziom, że ich lubimy, prawda? A zastanawiałeś się kiedyś, czy powiedziałeś choć raz Osobie, z którą przed chwilą rozmawiałeś, że ją lubisz? Jasne, że nie. A gdyby - odpukać - to była Wasza ostatnia rozmowa. Nie żałowałbyś, że są rzeczy, których nie powiedziałeś..? Tak się teraz czuję ja. Czuję niedosyt, wstydzę się tego i jest mi głupio, że nie powiedziałam Ci wszystkiego, co tak bardzo chciałam, żebyś wiedział. Nie wiesz nawet, jak wiele było takich słów. I dopiero teraz, kiedy wiem, że już nigdy ich ode mnie nie usłyszysz - tak bardzo tego żałuję. Z dniem dzisiejszym nauczyłam się... Nauczyłeś mnie, że niczego nie należy odkładać na później. Że jeśli chcę coś zrobić, to mam to zrobić teraz, zaraz, natychmiast. Nie PÓŹNIEJ, bo "później" może znaczyć NIGDY. Dzięki Ci, tak czy inaczej. I przepraszam za wszystkie niedopowiedziane słowa i niedotrzymane obietnice. Trochę jak na spowiedzi? Obiecuję poprawę...
[*] 13.10.2008r.
komentarze [0]

"came back, came back!" jakby rzekła druhna Kasia :) >> wtorek, 14 października 2008 00:08:23
Zbudujemy nowy świat,
który nie będzie miał już wad -
Nazywam się N'Avoie...
Znikną troski, ogień w nas
zapali się kolejny raz - dla N'Avoie!

Nazywam się N'Avoie...

Zbudujemy most, po którym przejdzie cały świat!
Zbudujemy most, po którym przejdzie cały świat!
Pokochamy księżyc i w końcu będzie czas na wszystko...

Nazywam się N'Avoie...


Szablon w miarę radosny, w końcu jesień to pora roku, którą lubię [jak każdą inną]. Gdyby jeszcze wyglądała tak, jak na załączonym obrazku...

Dziwnie się czuję, pisząc na nowym blogu... Trochę jakbym straciła kawałek siebie, tracąc możliwość kontynuacji dawnych notek... No ale cóż, drugi start podobno należy się każdemu.

Dawno nie zaczynałam od początku pisać, wiec nie do końca wiem, jaki by tutaj umieścić wstęp, ale chyba z braku weny po prostu go pominę... W sumie w tym wypadku wstęp jest chyba najmniej ważny. No to bum...

Ostatnio zaczynam odczuwać dziwną niechęć do ludzi, co jest przeze mnie niezbyt pożądane - przecież zawsze byłam 'duszą towarzystwa'. Może to trochę chore, ale zaczyna mi się podobać samotność. Pomijam fakt, że w nowej szkole raczej znajomych mi nie brakuje, ale w zasadzie z mało kim rozmawiam częściej. Albo poważniej. W ogóle już dawno nie rozmawiałam tak życiowo, jak kiedyś. Nawet dawno temu, na starej story o tym pisałam. Np. Neko... Boże, jak brakuje mi Neko... W zasadzie nawet nie wiem, co się z Tobą dzieje, gdzie mieszkasz, jak się masz, nie pamiętam nawet do końca jak wyglądasz... A to przecież z Tobą najlepiej mi się rozmawiało, zawsze. Byłaś jedyną osobą, która rozumiała mnie bez słów. I nie brakuje mi kogoś takiego, bo wiem, że nikt nie jest w stanie Cię podrobić. Brakuje mi Ciebie, daj znać, cholera..!

...To chyba tyle, jeśli chodzi o ludzi. A przechodząc do spraw bardziej przyziemnych, typu ZHR (tak, ZHR jest dla mnie już przyziemnością, totalnie), to... Zostaję przyboczno koniczynowo puszwardowa. W wolnym tłumaczeniu: zostawiam Ignis, bo nie widzę dla siebie przyszłości, rozwinięcie się na drodze harcerskiej jednak wygrywa z sentymentem do drużyny... Wybaczcie mi, moje wszystkie byłe drużynowe, jak i aktualna, wszystkie zastępowe i wszystkie inne druhny wierzące we mnie jako Igniskę. Przyboczna drużynowa, brzmi dumnie, co? Przyboczna Ignisowa pewnie bardziej by mnie satysfakcjonowała, jednak praca z Neną wygrywa...:)
Jeśli chodzi o zuchy, to nie oddam nikomu. Moje i tylko moje.

Przepraszam jeszcze raz przełożone ignisowe za wszystko, dziękuję za wspólnie spędzone lata... Może jeszcze będę przyczyną współpracy Ignisa z Koniczynami? To by było coś...

Dochodzę do wniosku, że miałam poruszyć jeszcze kilka innych tematów, ale jednak zrobię to następnym razem.

Miło mi, jeśli ktoś doczytał to do końca.
Jeszcze raz apeluję do Neko, o jakiś kontakt. Wiem, że tu zaglądasz...
komentarze [0]




Archiwum

2008
październik (6)
listopad (2)

2009
luty (1)




Linki




(c) layout by Inez for Szablony.Blogowicz